czwartek, 20 października 2016

Rozdział Dziewiąty

          Jo leżała na swoim łóżku. Jedną, zgiętą rękę miała ułożoną pod głową, a drugą rzucała niewielkim kauczukiem o ścianę, który odbijał się od niej i wracał do niej. Kątem oka popatrzyła na łóżko Samanthy. Blondynka od tygodnia nie odezwała się do niej nawet słowem. Cały czas była urażona o to, jak zachowała się na balu. Westchnęła ciężko, przewracając oczami. Owszem, zaprzyjaźniły się ze sobą, ale miała prawo do jakichś tam swoich niewielkich sekretów.
          Złapała po raz ostatni piłkę i odłożyła ją do szuflady przy łóżku. Podniosła się ze swojego miejsca, po czym podeszła do okna i pobieżnym spojrzeniem zmierzyła dziedziniec kampusu, zatłoczony przez uczniów, spacerujących w tę i z powrotem. Dostrzegła wśród nich Hill razem z chłopakami. Poczuła nieprzyjemne ukłucie w piersi. Wszyscy mieli jej za złe, to co zrobiła, a na domiar złego nie odzywali się również do Davida, który obiecał, że nikomu nic nie powie o tym, co chciałaby osiągnąć Joanna poprzez udawanie jego dziewczyny.
           Wzdrygnęła się, słysząc pukanie do drzwi. Zupełnie nie spodziewała się, że ktoś będzie chciał ją odwiedzić. Mogła liczyć jedynie na nauczycieli... W tym na Louisa, a tego nie chciała najbardziej na świecie. Przez cały tydzień unikała go jak ognia i miała cichą nadzieję, że nie będzie musiała doprowadzić do konfrontacji z nim aż do przerwy świątecznej. Owszem, nie wracała do domu, całe czternaście dni planowała spędzić w szkole, ale przynajmniej udałoby jej się coś wymyślić, albo nastawić się jakoś na odparcie wszelkich prób rozmowy z jego strony. Tchórzyła, wiedziała o tym, jednak nie miała żadnego innego pomysłu, jak mogłaby ogarnąć to wszystko inaczej.
          Z zamyślenia wyrwało ją kolejne pukanie. Z cichym pomrukiem ruszyła w kierunku wejścia, by po chwili otworzyć drzwi. Nie była zdziwiona, kiedy dostrzegła Davida. Mogła się domyślić, że chłopak będzie chciał, żeby mu to wszystko wytłumaczyła. Machnęła na niego głową, zapraszając tym samym do wnętrza pokoju, a sama rzuciła się na swoje łóżko twarzą w poduszkę, od razu obejmując ją ramionami. Niall również nie chciał z nią rozmawiać, więc musiała zadowolić się głupią górą puchu zamiast ramionami najlepszego przyjaciela.
- Jak się czujesz? - zapytał cicho ciemnowłosy, zajmując miejsce na łóżku Samanthy, uważnie przyglądając się Joannie. Według niego wyglądała tragicznie. Nie chciał być niemiły, po prostu siedzenie samej w domu źle na nią wpływało. Zmarszczył brwi, słysząc jej ciche westchnienie. - Zapytałem o coś nie tak?
- Nie - odpowiedziała od razu, siadając powoli. Nie chciała być niemiła w stosunku do chłopaka. W końcu to tylko dzięki niemu dała radę pozbyć się niechcianego towarzystwa nauczyciela. - Po prostu czuję się tragicznie i nie mam ochoty na nic, ale dziękuję że się mną zainteresowałeś. Mój najlepszy przyjaciel postanowił mnie kompletnie olać i od jakiegoś czasu rozmawiam ze ścianą - uśmiechnęła się ironicznie, zaczesując lekko przetłuszczone włosy palcami tak, żeby nie wlatywały jej do oczu. - Wiem, że należą ci się wyjaśnienia, ale musisz mi dać chwilę. Moja głowa to jedno, wielkie bagno i muszę to wszystko sobie jakoś ogarnąć - David uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. Skinął lekko głową, rozkładając się na łóżku blondynki.
          Cisza, jaka między nimi zapanowała była wręcz przygnębiająca. Przynajmniej w mniemaniu dziewczyny, która ostro skupiła się na swoich rozbieganych myślach. Starała się powyłapywać co ważniejsze wątki i złożyć je w jedną, chociaż odrobinę sensowną całość. Nie chciała zacząć się jąkać przed chłopakiem, żeby nie zaczął się z niej nabijać. Wiedziała, że jest do tego zdolny, a nie chciała doprowadzić do poważnej kłótni między nimi, na co zdecydowanie pozwalał jej wisielczy humor. W końcu jeszcze przez jakiś czas pilnie potrzebowała jego pomocy. Odetchnęła cicho po kilku minutach, zwracając się ponownie do chłopaka.
- Chyba zaczynam czuć coś do pana Tomlinsona - wymamrotała pod nosem, spuszczając wzrok na swoje stopy. Przez chwilę miała nadzieję, że David tego nie usłyszał i że może zacząć jeszcze raz, od początku i jakoś powoli naprowadzić go na to, o czym od dłuższego czasu myśli, przy okazji nie wypowiadając tych słów ponownie. Szybko jednak ją straciła. Mianowicie w momencie, kiedy po pomieszczeniu rozniósł się huk spadania dość sporej masy ciała na podłogę. Skrzywiła się lekko, podnosząc spojrzenie na ciemnowłosego, który podszedł do niej i złapał jej dłonie w swoje, otwierając usta, żeby coś powiedzieć. Na szczęście Jo w odpowiednim momencie zaczęła ponownie kontynuować to, co miała do powiedzenia. - Nie wiem jak i dlaczego, ale jestem pewna, że nie chcę tego czuć. To nauczyciel od wfu i nim ma pozostać. Najgorsze jest to, że wszyscy są przeciwko mnie, bo jak to ujęła niedawno Sam, on też ma się ku mnie i ja zdecydowanie mam jakoś go zdobyć - przewróciła lekko podirytowana tym wspomnieniem. - Dlatego chcę, żebyś przez jakiś czas poudawał mojego chłopaka, dzięki czemu mogłabym się jakoś go pozbyć. Obiecuję, że jakoś ci się za to odwdzięczę - popatrzyła na niego błagalnie. Nie musiała czekać długo, aż na jego twarzy pojawi się szeroki uśmiech, który nigdy nie zwiastował czegoś dobrego. Przełknęła głośno ślinę, nie ukrywając swojego zdenerwowania, spowodowanego oczekiwaniem na odpowiedź ze strony przyjaciela.
- Oczywiście, że ci pomogę Jo - zaczął po chwili, a kąciki ust uniosły się jeszcze odrobinę wyżej. - I już chyba nawet wiem, jak w szybki sposób to załatwimy - jęknęła cicho, zamykając oczy. No cóż, przynajmniej nie będzie się nudzić.

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział Ósmy

          Jo Poczuła na sobie przenikanie spojrzenie blondynki. Właśnie siedziały przy jednym ze specjalnie przygotowanych na bal, stołów i z milczeniem wpatrywały się w parkiet, na którym tańczyli uczniowie wraz z nauczycielami. Ciemnowłosa wiedziała, że jej współlokatorka czeka na jakiekolwiek wyjaśnienia, bądź informacje, dlaczego ta zawzięcie unika nauczyciela wychowania fizycznego. Specjalnie unikała wzroku jasnowłosej, nerwowo przegrywając dolna wargę.
- Dobra, koniec tego - podskoczyła na siedzeniu, od razu odwracając się w kierunku Sam. - Gadaj, albo ten nóż w końcu podejrzenie ci gardło - syknęła, zaciskając palce na rękojeści wspomnianego przedmiotu.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi - Jo wzruszyła obojętnie ramionami, z powrotem odwracając wzrok na parkiet, gdzie Niall starał się właśnie poderwać Danielle.
- Nie denerwuj mnie, Hill. Louis przez cały czas stara się zwrócić na siebie swoją uwagę, a ty starannie go ignorujesz. Nie zachowywałabyś się tak, gdyby nie doszło do czegoś pomiędzy wami.
- Co do kurwy macie z tym Louisem? On jest naszym nauczycielem - dziewczyna wyrzuciła ręce w powietrze, po czym poderwała się z siedzenia, zwracając na siebie uwagę kilku siedzących obok uczniów. Mruknęła coś pod nosem i ruszyła w kierunku wyjścia z sali. Miała dość wszystkiego.
- Nie tak szybko, jeszcze się nie rozkręcić, a ty już sobie.ze idziesz. Nie pozwolę ci na to, dopóki nie zatańczysz z Louisem.
- Odpuść sobie, Niall. Przecież wiesz, że nie zrobię niczego, na co nie mam ochoty - przewróciła oczami. Śpięła się nieznacznie, dostrzegając szatynka, podążającego w ich kierunku. Wiedziała, że jeżeli teraz ucieknie, to wyjdzie na tchórza. Musiała wymyślić jakąś konkretną wymówkę, żeby uniknąć niezliczonej konfrontacji z nauczycielem.
- Witaj, Jo, Niall - mężczyzna posłał dwójce szeroki uśmiech, po czym zwrócił się bezpośrednio do chłopaka. - Nie obrazisz się na mnie, jeżeli zabiorę ci ją na jedną piosenkę? - zapytał, kompletnie ignorując to, co miała do powierzenia Joanna. Nie chciał tego słuchać, ponieważ wiedział, że nie miałby wtedy żadnych szans na taniec i rozmowę z nią.
- Ależ oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Jestem pewny, że będziecie się że sobą dobrze bawić - blondyn uśmiechnął się tryumfująco do przyjaciółki, odwrócił się na pięcie i odszedł.
          Zrezygnowana nastolatka, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie ma innego wyboru, ułożyła swoją drobną dłoń na wyciągniętej w jej kierunku dłoni Lou. Kiedy prowadził ją na jeden z końców sali miała wrażenie, że wszyscy na nich patrząc. Przyciągali jednak spojrzenia tylko kilku osób, stojących najbliżej, a interesowali się tylko tym, czy naprawdę patrzą na Jo, która na codzień chodziła w spodniach i niedawno prawie wygrała z jednym z nauczycieli i jednocześnie najlepszym uczniem tej szkoły.
          Mężczyzna położył rękę w talii szatynki i przyciągnął ją do siebie nieznacznie. Wstrzymała oddech, starając się nie pokazywać, jak sprzeczne emocje wywołał w jej organizmie taki ruch. Ułożyła delikatnie dłoń na jego ramieniu i spojrzała ponad nim na szeroko uśmiechającą się Sam. Współlokatorka poruszyła ustami, mówiąc do niej bezgłośnie 'a jednak'. Tak strasznie chciała wygarnąć jej, w jak bardzo brutalny sposób została zmuszona do tego tańca.
- Nie skreślaj mnie tylko dlatego, że uczę w tej szkole - usłyszała głos szatyna. Zamrugała kilkukrotnie, wyrwana z zamyślenia i popatrzyła nauczycielowi prosto w oczy. Szybko jednak pożałowała tego czynu. Czuła się, jakby błękitne tęczówki przewiercały jej głowę w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji.
- Nie rozumiem, o co panu chodzi. Jeżeli o mecz, który ostatnio pan ze mną wygrał, to nie musi się pan o to martwić. Każdy miewa w życiu swoje porażki, nawet ja, więc nie mam panu niczego za złe - wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, dumna z faktu, że zdołała powstrzymać drżenie głosu.
- Woah, spokojnie! Jeszcze ani raz nie spotkałem się z tym, żeby ktoś tyle razy w jednej wypowiedzi zwrócił się do mnie pan - Tomlinson otworzył szeroko oczy, wyraźnie rozbawiony małym pokazem uczennicy. - Doskonale wiesz, że nie o to mi chodziło, Jo. Uczę w tej szkole krótko i zdecydowanie bardziej integruje się z uczniami niż nauczycielami. I pierwszy raz spotykam się z tym, że jakiemuś uczniowi to nie pasuje. Zależy mi na tobie bo masz ogromny talent który trzeba rozwijać ale boję się, że przez moją osobę przestaniesz przychodzić na treningi
- Nie mam pojęcia, o co panu chodzi. Fakt faktem, że nie pojawiałam się na ostatnich treningach ale tylko dla tego, że lizałam rany po przegranej. Poza tym - zamilkła na chwilę szukając w głowie czegoś szalonego ale jednocześnie czegoś co sprawi, że Louis odczepi się od niej raz na zawsze a ona będzie mogła z boku go obserwować i pogrążać się w zauroczeniu do jego osoby. Jak na zawołanie za plecami nauczyciela dostrzegła blond czuprynę -Teraz mam dodatkowy powód aby przychodzić na treningi. A teraz przepraszam ale chłopak na mnie czeka - powiedziała wyrywając się z jego żelaznego uścisku
          Szybkim krokiem podeszła do Davida szczerząc się szeroko. Gdy już była wystarczająco blisko niego objęła go rękami wokół szyi i przytuliła się do niego.
- Musisz mi wyświadczyć ogromną przysługę - szepnęła.
- Coś ty znowu wymyśliła Jo?
- Masz coś przeciwko udawaniu mojego chłopaka przez jakiś czas? Jeśli nie to w tej chwili masz mnie pocałować i sprawiać wrażenie jakbyś trzymał cały świat w swoich ramionach misiaczku.
- Dobra, ale potem wyjaśnisz mi o co chodzi - powiedział i już po chwili jego wargi spoczęły na ustach Joanny.
          Otworzyła oczy, chcąc znaleźć Louisa. Poczuła ulgę, kiedy nie dostrzegła go za plecami przyjaciela. Odsunęła się do niego i posyłając mu delikatny uśmiech, ruszyła w kierunku Sam, przyglądającej jej się  z szeroko otwartymi ustami. Wiedziała, że może już się zacząć przygotowywać na wysłuchanie długiej przemowy, dotyczącej jej głupoty, ale nie miała nawet siły o tum myśleć. Czuła się jak skończona kretynka. Było przecież tak wiele sposobów, na które mogła spławić nauczyciela, ale ona oczywiście postanowiła wybrać ten najgorszy! Opadła ba krzesło i schowała twarz w dłoniach, opierając łokcie o blat stolika. Usłyszała szuranie po swojej prawie stronie. Domyśliła się, że blondynka również postanowiła usiąść z wrażenia.
- Ty jesteś pojebana, czy po prostu taka udajesz?! - syknęła McColl, uderzając ciemnowłosą pięścią w ramię. Jo warknęła ciche 'odwal się ode mnie', ale to w niczym jej nie pomogło. - Dlaczego rzuciłaś się na Davida, doskonale wiedząc, że Louis będzie się na ciebie patrzył? W ten sposób go nie zdobędziesz!
- Hola, hola, blondyneczko! - Joanna wyprostowała się, unosząc dłonie w obronnym geście. - Czy ktokolwiek, kiedykolwiek powiedział, że ja staram się zdobyć pana Tomlinsona? Ja sobie takiej sytuacji nie przypominam.
- Ty jesteś pojebana czy jaka?! - syknęła, kiedy poczuła mocne uderzenie w tył głowy. Odwróciøa się do tyłu, aby móc obrzucić nienawistnym spojrzeniem swojego najlepszego przyjaciela. Ale on, jak gdyby nie zauważył mordu w jej oczach, popukał ją palcem wskazującym w czoło. - Dlaczego pocałowałaś cholernego Davida?! Przecież tańczyłaś z najseksowniejszym nauczycielem w całej szkole!
- Odwalcie się, bo się stąd zmyję, okay? - warknęła, ponownie podchodząc do swojego 'chłopaka'. Pocałowała go, patrząc prosto na przyjaciół i odeszła razem z nim na parkiet. Nie chciała przecież całkowicie zniszczyć sobie tego wieczoru.

~*~

Okay. Idk czy mogę to opublikować, ale wydaje mi się, że kiedyś Evi to sprawdzała i że uznałyśmy, że to jest właściwie do publikacji. Najwyżej mnie zabije ;d
Koniec wakacji, koniec życia. Jak to mówią, a dokładniej ja mówię.
Ale nie ważne, nie popadajmy w jeszcze większą depresję niż już ją mamy, albo i nie, nie wiem jak to tam u was jest.
Dobra nie ważne. Pozdrawiam wam wszystkich i do następnego,
Evansik xox
P.S. Kto 4 kibicuje razem ze mną? :D 

czwartek, 28 maja 2015

Rozdział Siódmy

         Joanna podniosła się niemrawo z łóżka i ślamazarnym krokiem ruszyła do łazienki. Nie miała zamiaru na razie budzić Samanthy pomimo tego, że za mniej niż godzinę rozpoczynały się zajęcia. W ramach zemsty chciała ze spokojem, popijając gorącą herbatę, przyglądać się temu, jak blondynka usiłuje odnaleźć się w pogoni za rozumem. Nie ma przyjemniejszej rzeczy niż taki widok o siódmej rano w piątek.
         Szatynka przez cały ostatni tydzień nawet na chwilę nie wyściubiła nosa z ich wspólnego pokoju. Kolana niemiłosiernie ją bolały, ale w ciągu tych siedmiu dni zdążyły się już w najmniejszym stopniu zagoić. Przynajmniej mogła normalnie chodzić i nie krzywić się z każdym zgięciem nogi. Chciała jeszcze dzisiaj i przez weekend odpocząć, ale McColl stwierdziła, że muszą jak najszybciej znaleźć kreacje na Bożonarodzeniowy bal, który miał odbyć się za zaledwie dwa tygodnie. Jak dla niej to była najzwyczajniejsza strata czasu. Wolałaby nadrobić zaległości ze sztuki, a nie udawać, że doskonale bawi się w towarzystwie całej szkoły.
          Stanęła przed lusterkiem i zdegustowana mocno skrzywiła się, widząc swoje odbicie. Szaro-sine wory pod oczami, blada twarz i przetłuszczone włosy, każdy sterczący w inną stronę. Wyglądała, jak zombie z taniego, amerykańskiego horroru. Równie dobrze mogłaby straszyć dzieci, będąc "potworem spod łóżka".
           Ubrana i uczesana opuściła niewielkie pomieszczenie, w końcu postanawiając zlitować się nad przyjaciółką. Poszła do kuchni, gdzie nabrała zimnej wody do kubka. Wróciła do pokoju, po czym bez żadnych skrupułów wylała blondynce całą zawartość naczynia na głowę. Ta natychmiast poderwała się do pozycji siedzącej, z zamkniętymi oczami starając się nabrać powietrza do płuc. Kiedy tylko wróciła do niej świadomość, obrzuciła zadowoloną z siebie ciemnowłosą nienawistnym spojrzeniem.
- Wiem, że mnie nienawidzisz, ale mogłabyś okazywać to w mniej bezpośredni sposób - syknęła, z powrotem opadając na poduszki i zamykając oczy. - Ile mamy czasu do rozpoczęcia zajęć? - zapytała, mając nadzieję na krótką drzemkę.
- Piętnaście minut - powiedziała, jak gdyby nigdy nic Jo i wzięła się za przygotowywanie sobie śniadania. Blondynka z głośnym "zabiję cię" poderwała się z łóżka i zaczęła biegać w tę i z powrotem, chcąc jak najszybciej doprowadzić się do stanu używalności.
         Jednak szatynka nic sobie z tego nie robiła. Postanowiła wybuch śmiechu zostawić na później, kiedy blondynka przejdzie do malowania się. Ale do tego również nie doszło - blondynka ubrała się jedynie i wysuszyła włosy, po czym wybiegła z pokoju. Jo przewróciła oczami i powolnym krokiem pokuśtykała za nią. Idąc korytarzem starała się nie zwracać uwagi na zaciekawione spojrzenia innych uczniów. Skupiała się tylko na tym, żeby w miarę pewnie, nie chwiejąc się, przejść przez korytarz.
        Kiedy w końcu dotarła na miejsce była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Oparła się plecami o jeden z kamiennych parapetów i zamknęła oczy, odchylając nieznacznie głowę do tyłu. Kolana od wysiłku niemiłosiernie ją bolały, ale starała się tego nie pokazywać. W myślach przeklinała Samanthę wszystkimi wulgaryzmami, jakie tylko znała. Gdyby nie blondynka, to mogłaby w dalszym ciągu spokojnie leżeć w pokoju i liczyć niewielkie pęknięcia czy plamy na suficie, które były pamiątką po poprzednich lokatorach pokoju akademickiego. Nie chciała również wybierać się na żaden przygłupi bal jesienny, czy jakikolwiek on nie był. Takie przedsięwzięcia zdecydowanie nie wpisywały się w listę klimatów, w których szatynka preferuje przebywać. Nie chciała jednak wszczynać żadnych kłótni czy bójek i po prostu odpuściła. Chociaż największy wkład w tę decyzję miała przewaga liczebna.
- Jo, na reszcie mogę z tobą porozmawiać! - krzyknął David, niemalże biegiem rzucając się w kierunku swojej znajomej. Zatrzymał się jednak w miejscu, kiedy zauważył, że dziewczyna najnormalniej w świecie chce go zignorować. Podniósł wysoko jedną brew i przechylił głowę, przyglądając się uważnie długowłosej. Nie rozumiał jej zachowania.
- Nawet do niej nie podchodź, jeżeli nie chcesz zarobić czymś twardym w głowę - usłyszał za swoimi plecami, przez co natychmiast obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i zaczął uważnie przyglądać rudowłosej dziewczynie, stojącej przed nim. - Danielle, mam na imię Danielle. Mamy razem algorytmy i programowanie - burknęła pod nosem, wyglądając jakby żałowała, że w ogóle zabrała głos. David ułożył usta w dzióbek, marszcząc nieznacznie czoło.
- Obrażona, powiadasz. Już ja zmienię jej zdanie na ten temat - mruknął i ponownie ruszył w kierunku Joanny. Hill grzebała w swoim telefonie, ignorując gadanie Sam na temat sukienek, w których najprawdopodobniej pójdą na przyjęcie, przez co nie zauważyła blondynka, który stanął przed nią.
- Cześć dziewczyny! Macie jakieś plany na dzisiejszy wieczór? - uśmiechnął się szeroko, ukazując im dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. Jo podniosła na niego wzrok na kilka sekund, żeby pózniej ponownie wrócić do ekranu swojej komórki.
- Nawet jeśli, to ani ciebie, ani żadnego z was nie uwzględniliśmy w tyg planach - rzuciła sucho już więcej na niego nie patrząc. David westchnął cieżko nie spodziewając sie aż takiej ignorancji z jej strony. Przejechał językiem po górnej wardze zastanawiając się, co jeszcze może do niej powiedzieć, żeby w końcu przestała udawać obrażoną. Czuł na sobie uważane spojrzenie Samanthy, która odsunęła się od nich kilka kroków w tył. Nie, żeby nie ufała Hill, zdążyła ją już nieco poznać i właśnie dlatego postanowiła pozostawić miedzy nimi odległość.
- Tutaj jest moja ulubiona siostra cioteczna - głowy wszystkich, znajdujących się na korytarzu ludzi, odwróciły się w kierunku szeroko uśmiechniętego chłopaka, podążającego w kierunku Joanny. Dziewczyna przewróciła oczami, spuszczając wzrok na swoje buty. Ten dzień nie zapowiadał się najlepiej.
~*~
          Szatynka ze zrezygnowaniem przyglądała się swojemu odbiciu. Była ubrana w długą do ziemi, pudroworóżową, rozkloszwaną od pasa sukienkę i czarne szpilki, na których chwiała się niebezpiecznie, stawiając każdy krok. Owszem, umiała chodzić na obcasach, ale jej kolana w dalszym ciągu odmawiały posłuszeństwa. Samantha przez piętnaście minut wymyślała, jaką mogłaby zrobić fryzurę swojej współlokatorce, ale Hill nie pozwoliła jej na nic oprócz zakręcenia końcówek. Wiedziała, że wróci z tego cholernego balu zmęczona i nie zamierzała na zakończenie dnia męczyć się jeszcze z demontowaniem tego wszystkiego, co miałaby na głowie. 
          Odwróciła głowę w kierunku Samanthy, która właśnie wyszła z łazienki. Była już pomalowana i ubrana w swoją, granatową kreację. Uśmiechała się szeroko, szczerze zadowolona z możliwości pokazania się na imprezie szkolnej. Obie doskonale wiedziały, że swoim wyglądem będzie przyciągać spojrzenie nie jednego chłopaka. Cóż... Właśnie taki miała zamiar. Jo westchnęła ciężko, przewracając oczami. Miała cichą nadzieję, że uda jej się zerwać z tej maskarady długo przed zakończeniem. 
          Milcząc, ruszyły w kierunku hali sportowej,  na której odbywał się bal. Jo rozglądała się dookoła, chcąc przyjrzeć się uważniej parom, podążającym tam, gdze one. Trochę.żałowała, że nie zabrała.ze sobą żadnego z chłopaków, jako osoby towarzyszącej. Przynajmniej przyciągałaby mniejszą uwagę.
- Mogłabyś się uśmiechnąć. Chociaż troszeczkę.- szatynka odwróciła się do przyjaciółki. Podniosła wysoko brew, widząc jak Samantha pokazuje.niewielką odległość pomiędzy dwoma.palcami.
- A ty mogłabyś dorosnąć. Chociaż troszeczkę - zaśmiała się, powtarzając gest towarzyszki. Blondynka fuknęła urażona, przewracając oczami.
- Tutaj są moje ulubione homosie! - zanim zdążyły w jakikolwiek sposób zareagować, ktoś mocno przyciągnął je do siebie. 
- Brown, czy ty naprawdę chcesz sobie dzisiaj jeszcze bardziej nagrabić? - syknęła Sam, wyplątując się z uścisku Dawida.
- I uważaj na to, kogo nazywasz homosiem, bo możesz sam nim zostać, jak cię wykastruję - dodała niemalże natychmiast Joanna, wędrując w głąb przyozdobionej sali. Szybko jednak zwróciła. Po ostatniej konfrontacji nie chciała widzieć się z nauczycielem wychowania fizycznego. Musiała przebywać w czyimś towarzystwie. Wtedy on na pewno nie zagada. 
- Nie słyszałaś, Jo? - zaczął Niall, który uznał, że stosunki pomiędzy nimi są już w jak najlepszym porządku i może zakończyć proces przepraszania jej. - Wszyscy nazywają ciebie i Sam lesbijkami, bo wszędzie chodźcie razem.
- Wszystkich mogę zabić dokładnie w ten sam sposób co ciebie, jeżeli w końcu się nie zsmkniesz. 
__________________
Więc tak. Tutaj Jesica, chyba mnie jeszcze pamiętacie. Wiem, zawalilyśmy, ale szkoła to gówno.
Zakończyłam 1 sezon #TQWBff więc na razie postaram się wygospodarować więcej czasu dla tego opowiadania. 
Evi też was pozdrawia.
Dobranoc,
evasik xx

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział Szósty

- Mogłabyś wreszcie chociaż na mnie popatrzeć? - jęknął żałośnie Niall, opadając bezsilnie na kolana dla umocnienia swojej skruchy.
- Jo - dodał Oliver, po kilku sekundach znajdując się w tej samej pozycji, co blondyn, zaraz obok niego. Kiedy nie doczekali się żadnej reakcji ze strony dziewczyny, szatyn postanowił użyć radykalnych środków i zdarł z kuzynki kołdrę, którą się zakrywała. - Wiem, że i tak mnie kochasz - zaśmiał się, gdy zmroziła go spojrzeniem.
- Jeżeli w tym momencie nie opuścicie mojego pokoju, to naślę na was Sam - zagroziła, przekręcając głowę w innym kierunku. Jeszcze chwila i wybuchnie głośnym śmiechem, widząc panikę w ich oczach.
- Gdybyś tylko wyszła z pokoju, to zobaczyłabyś, że każdy mówi o twoim meczu. Nikt do tej pory nie podskoczył Louisowi - mruknął Horan, podnosząc się z podłogi, kiedy stwierdził, że to i tak w niczym nie pomoże.
- Najprawdopodobniej nie miał okazji. Wątpię, żeby pan Tomlinson uczył wcześniej w tej szkole - wzruszyła obojętnie ramionami, sięgając po napój, stojący na szafce obok łóżka dziewczyny.
- Ale uczył się tutaj i już wtedy nikt nie odważył się nawet go wyzwać, jeżeli chodzi o umiejętności sportowe - oburzył się.
- Banda tchórzy - mruknęła.
- Po prostu chodź z nami na ten lunch. Nie możesz spędzić tu reszty życia. Może i przegrałaś, a dobrze cię znam i wiem, że o to chodzi, to możesz być pewna, że nikt nie patrzy na ciebie jak na przegraną. Dla wszystkich jesteś kimś na wzór bogini. Nawet chłopaki są pod wrażeniem. Żebyś ty widziała co oni gadali o tobie w szatni. W takich momentach jestem w stanie przyznać się do naszego pokrewieństwa.
- Jesteś bardzo zabawny. Znając życie David i Harry zamiast obserwować grę gapili się na mój tyłek
- No dobra, może i bardzo się w tym nie pomyliłaś, ale Allan po ciuchu trzymał za ciebie kciuki i patrzył na grę a nie twój tyłek. Tak w ogóle to jak można się zachwycać twoim tyłkiem?
- My tego nie widzimy bo ty jesteś jej kuzynem, a ja jej najlepszym kumplem. To tak jakbyśmy zachwycali się tyłkami naszych mam.
- Dzięki Niall - powiedziała jednocześnie rzucając w chłopaka poduszką. Trzeba przyznać, że dobrze celuje i chwilę później poduszka odbiła się od głowy zaskoczonego blondyna. Uśmiechnęła się do siebie tryumfująco, kiedy zaczął zwijać się na podłodze po zderzeniu z nią głową. - A nie wyjdę z pokoju, bo jak tylko zginam kolana, to mam ochotę gryźć beton.
- Akurat. Przecież nie może być aż tak... - ciemnowłosy urwał swoją wypowiedź, kiedy tylko spojrzał w końcu na rany dziewczyny i zobaczył zaklejone nogi swojej kuzynki. Białe opatrunki w wielu miejscach przemakały krwią, która najprawdopodobniej dopiero chwilę temu przestała wyciekać spod skóry dziewczyny.
- Zadowolony z siebie? Teraz możesz mnie już przykryć, bo jest mi cholernie zimno - warknęła, tym razem autentycznie zdenerwowana. Miała dość tych bezpodstawnych oskarżeń, że jest załamana po porażce. Nie była. Jeżeli tylko mogłaby swobodnie się poruszać, to jako pierwsza poszłaby coś zjeść. Sam już dawno powinna wrócić do pokoju z jedzeniem, ale jak widać nie za bardzo jej się spieszyło. Pewnie chłopaki napatoczyli się gdzieś po drodze.
          Nagle drzwi otworzyły się z głośnym trzaskiem, a w wejściu pojawiła się Sam z rękami pełnymi jedzenia. Cała trójka, przebywająca w pomieszczeniu obrzuciła ją dziwnym spojrzeniem. Blondynka na początku nie wiedziała, że mają gości, więc tanecznym krokiem ruszyła do biurka, na którym postawiła posiłek. Odprowadzona została uważnym spojrzeniem obu chłopaków, którzy nie byli w stanie oderwać wzroku od jej bioder.
- Masz widownię - rzuciła sucho szatynka, podnosząc się do pozycji siedzącej. Niall chciał jej natychmiast pomóc, ale zrezygnował, kiedy zauważył morderczy wzrok przyjaciółki, skierowany prosto na siebie.
- Niech sobie chłopaki popatrzą - Samantha wzruszyła ramionami, odwracając się przodem do wszystkich zgromadzonych.
- Nie będą na nic patrzeć, bo w tym momencie mają opuścić nasz pokój. W innym przypadku masz ich zabić - mruknęła dziewczyna, przekręcając głowę w kierunku okna. Jeszcze chwila i nie będzie w stanie powstrzymać głośnego wybuchu śmiechu, spowodowanego widokiem zbitej miny obydwojga chłopaków.
         Wiedząc, że już nic nie zdziałają, po prostu opuścili pomieszczenie, nie chcąc narażać się szatynce jeszcze bardziej niż do tej pory. Blondynka wybuchnęła głośnym śmiechem nie zwracając uwagi na to, że mogą ją jeszcze usłyszeć. Rzuciła się na łóżko przyjaciółki, nie zwracając uwagi na to, że może jej zrobić tym krzywdę.
- Patrząc na nich mam wrażenie, że przesadzasz. Dałabyś sobie na wstrzymanie, przecież widzisz, jak cholernie żałują tego, co zrobili - zaśmiała się, układając skrzyżowane ręce pod głową i zaczęła wpatrywać się w sufit.
- Nie - syknęła bez chwili namysłu Jo, starając się chociaż w najmniejszym stopniu ochronić uszkodzone części ciała. - Niech wiedzą, że jak życie daje mi po dupie, a oni nie zwracają na to najmniejszej uwagi, to trzeba za to ponieść konsekwencje - dodała, patrząc z utęsknieniem na jedzenie, leżące na biurku. Wiedziała jednak, że nie ma co prosić Sam o podanie jej posiłku. Zdążyła ją poznać na tyle, żeby wiedzieć, że teraz jest czas na "przesłuchanie" z jej strony i nikt nawet nie powinien podejmować się walki zmiany tematu, ponieważ i tak nic tym nie zdziała.
- Życie daje ci po dupie, czy może cholernie przystojny nauczyciel od wuefu, który marnuje się w swoim cholernym zawodzie. Serio, mógłby zostać na przykład modelem. Jestem pewna, że gazeta, dla której by pozował zarobiłaby miliony na sprzedanych egzemplarzach - dziewczyna przygryzła dolną wargę, odwracając nieznacznie głowę w kierunku twarzy ciemnowłosej. Malowały się na niej tak sprzeczne emocje, że nawet nie potrafiła ująć tego słowami.
- Życie. Tak, to zdecydowanie było życie - syknęła w końcu, mierząc blondynkę ostrzegawczym spojrzeniem. Powinna wiedzieć, że szatyn jest tematem tabu.
- Skoro tak twierdzisz - McColl powstrzymała kolejny wybuch śmiechu, przekręcając się na plecy i od razu chowając twarz w kołdrze. Uwielbiała denerwować Joannę i nic nie mogło stanąć jej przy tym na przeszkodzie.
- W ogóle zaprosiłam dzisiaj do nas tą rudą, która pomogła mi dotransportować się do higienistki na babski wieczór. I tak wiem, że nie masz nic przeciwko, a musimy zacząć się rozglądać za jakimiś kieckami na bal bożonarodzeniowy, który zbliża się wielkimi krokami - rzuciła, zginając nogi w kolanach i zaczynając nimi wymachiwać, jak mała dziewczynka.
- Nie przypominam sobie, żebym powiedziała, że chcę na niego iść, a już tym bardziej z tak wyglądającymi nogami - rzuciła, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Przez cały czas nie spuszczała spojrzenia z jasnowłosej, jakby chciała jej w ten sposób pokazać, że nie zamierza grać według jej reguł.
- A ja nie przypominam sobie, żebym pytała cię o zdanie - wzruszyła ramionami, coraz mocniej zaczynając machać nogami. - Poza tym nie masz nic do gadania. Nasz super seksowny nauczyciel tam będzie i nikt nie zwróci uwagi na to, że razem tańczycie, więc to jedyna taka okazja w swoim rodzaju do zbliżenia się do niego bez plotek na wasz temat.
- Mówisz tak, jakbyśmy byli w jakimś tajnym związku, o którym nikt nie może się dowiedzieć, bo zabiją nas przez to - przewróciła oczami, przekręcając głowę w kierunku okna. Jak na złość wychodziło ono na boisko piłkarskie, gdzie właśnie ćwiczyła szkolna drużyna, którą opiekował się ten cholerny nauczyciel.
- Może jeszcze nie jesteście, ale to tylko kwestia czasu. Ewidentnie ciągnie cię do niego i vice versa. A z tym zabijaniem, to ja bym się tak nie wysuwała. Nie tylko ty się zauroczyłaś.
- Do jasnej cholery, w nikim się nie zauroczyłam! - krzyknęła na całe gardło, po chwili krzywiąc się, kiedy poczuła w nim nieprzyjemne drapanie. Szybko to jednak zamaskowała i wróciła do rzucania sztyletami z oczu w swoją towarzyszkę. Szczerze powiedziawszy wolałaby w tamtym momencie przebywać w samotności i w końcu coś zjeść.
- Dobra już dobra. Wrócimy do tego kiedy indziej. Tak swoją drogą Zayn pytał jak się czujesz. Louis zdążył powiedzieć mu, co się stało - blondynka popukała się kilkukrotnie palcem wskazującym w głowę, zastanawiając się nad czymś mocno.
- Możesz nie mówić do nich po imieniu? Przecież są od nas sporo starsi - fuknęła brązowowłosa.
- Przesadzasz, Jo. To tylko kilka lat, a poza tym oni sami kazali mi tak do siebie mówić. Liam z resztą też - wzruszyła ramionami, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- A co pan Payne ma do tego? - spytała zdziwiona, dając nacisk na nazwisko nauczyciela od muzyki.
- Jesteś kretynką, czy nie słuchasz mnie jak opowiadam ci plotki? Trzech najprzystojniejszych nauczycieli w tej szkole est również trójką najlepszych przyjaciół.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego mieliby się o mnie martwić. To tylko nauczyciele i nic im do tego, w jakim aktualnie stanie się znajduję nawet, jeśli stało się coś przez ich najlepszego przyjaciela. To kompletnie bez sensu.
- Może to nie jest bez sensu. Może zaraz po tym, jak wywaliłaś Louisa z naszego pokoju, siedziałam w łazience, więc wszystko słyszałam, on próbuje naokoło dowiedzieć się, jak się czujesz, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że pozbędziesz się go po raz kolejny, kiedy znów pojawi się w naszych skromnych progach.
- Jesteś kretynką, McColl. Ty i te twoje pomysły.
- Nie większą niż ty, Hill. Ty i to twoje nastawienie do życia.

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział Piąty

        Jo uśmiechnęła się do siebie szeroko, kiedy piłka po raz kolejny odbiła się od parkietu kilka sekund po tym, jak osobiście zaserwowała. Drużyna przeciwna zdecydowanie nie radziła sobie z przyjmowaniem zagrywek dziewczyny, a Niall już dawno sobie odpuścił i po prostu patrzy, jak okrągły przedmiot pozwala przeciwnikom coraz bardziej wysuwać się na prowadzenie. Blondyn stwierdził, że nie ma co się wysilać i należy zostawić siły na później, kiedy jego przyjaciółka jakimś cudem spudłuje.
- Nie gram z nią więcej - jęknął zrezygnowany David, siadając na podłodze i krzyżując ręce jak obrażone dziecko. - Z nią nie da się wygrać - dodał po chwili zastanowienia, mrużąc oczy i patrząc prosto na rozbawioną szatynkę.
- Ze wszystkimi się da wygrać - zaśmiał się nauczyciel, uważnie obserwując, jak dziewczyna po raz kolejny podrzuca piłkę. David natychmiast zareagował, dzięki czemu uderzyło prosto w niego i odbiło się, dotykając sufitu. Chłopak jęknął zrezygnowany, załamując ramiona.
- Po prostu wy jesteście na to za słabi - zaśmiała się Jo, kozłując kilkukrotnie okrągły przedmiot. Zmierzyła spojrzeniem boisko przeciwników i już wiedziała, które miejsce będzie atakować tym razem. Podrzuciła piłkę, uderzyła w nią i trafiła prosto w głowę, nic nie spodziewającego się Niall 'a. Blondyn warknął pod nosem, mierząc przyjaciółkę nienawistnym spojrzeniem. Joanna wzruszyła jedynie ramionami, łapiąc w ostatnim momencie piłkę.
- A ze mną jesteś w stanie zagrać? - szatynka odwróciła głowę w kierunku nauczyciela i pokiwała twierdząco głową po chwili zastanowienia. Przecież nie miała nic do stracenia, a zawsze mogła pokazać, jak dobra jest z wf 'u.
          Wszyscy, oprócz ich dwójki, opuścili boisko i zaczęli się im uważnie przyglądać. Hill podała piłkę mężczyźnie, kiedy machnął na nią rękę. Ugięła kolana, pochyliła się do przodu i oparła dłonie na kolanach, uważnie obserwując jak nauczyciel kozłuje piłkę, po czym podrzuca ją i serwuje z całej siły, prosto w nią. Natychmiast zrobiła krok do przodu, przyjmując dołem i krzywiąc się nieznacznie. Zabolało, mocno...
         Nie miała jednak czasu na zastanawianie się, ponieważ szatyn po raz kolejny odbił piłkę, tym razem starając się ją ściąć jak najbliżej siatki. Dziewczyna natychmiast znalazła się w tamtym miejscu i nie zwracając uwagi na to, że kompletnie pozdziera sobie i tak już wcześniej uszkodzone kolana, rzuciła się do przodu, w ostatnim momencie podkładając dłoń, przez co piłka poleciała do góry, mocno kręcąc się dookoła własnej osi. Nauczyciel nie rezygnując z mocnego ataku po raz kolejny odbił piłkę z całej siły blisko granicy środka boiska. Jo zaklęła głośno, nie przejmując się faktem, że słuchają jej dorośli i przyklękając na jednym kolanie, złożyła ręce do przyjęcia dołem, po czym podbiła piłkę. Nie miała jednak szans, żeby doskoczyć do niej i ściąć nauczyciela, ponieważ on sam tym razem wybił okrągły przedmiot na drugi koniec sali. Długowłosa nie czekając nawet chwili poderwała się na równe nogi i tym razem również przebiła piłkę na drugą stronę. Pot powoli zaczął spływać jej po karku i plecach sprawiając, że najeżone włosy posklejały się i opadły. Twarz dziewczyny również stała się mokra, a na policzkach pojawiły się krwistoczerwone wypieki, spowodowane wysiłkiem.
           Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że rywalizacja pomiędzy nimi nie jest fair. Przecież ona już wcześniej musiała męczyć się między innymi podczas rozgrzewki i gry z chłopakami, a mężczyzna dopiero teraz zaczął na prawdę uczestniczyć w lekcji wf 'u. Zagryzła mocno dolną wargę, kiedy kolana zaczęły ją niesamowicie piec podczas kolejnego upadku na twardy, drewniany parkiet. Niemalże czuła, jak skóra na nich pęka. Łydki już dawno miała zakrwawione. Gra powoli zaczęła przybierać charakter bitwy, której dziewiętnastolatka nie miała najmniejszego zamiaru przegrać. Musiała pokazać wszystkim, że jest najlepsza w tej cholernej szkole.
          Przekleństwo po raz kolejny wydarło się z jej ust, kiedy opadając na podłogę całą sobą uderzyła w nią również żebrami. Ból był tak mocno przeszywający, że musiała na kilka sekund zamknąć oczy, żeby nie pozwolić niekontrolowanym łzą spłynąć po policzkach. I to właśnie przeważyło o dalszym losie rozgrywki, ponieważ Hill miała zbyt mało czasu na przemyślenie, gdzie uderzy tym razem piłka. Co prawda rzuciła się idealnie w tamto miejsce, ale okrągły przedmiot zdążył uderzyć w parkiet.
          Po całym pomieszczeniu rozniósł się głośny krzyk chłopaków, którzy w napadzie euforii rzucili się na swojego nauczyciela i zaczęli gratulować mu spektakularnego zwycięstwa. Joanna natomiast usiadła na parkiecie, z bólem zginając nogi w kolanach i opierając na nich ręce, złapała się jedną dłonią za nadgarstek. Przejechała językiem po górnych zębach, uważnie obserwując, co dzieje się po drugiej stronie siatki. Żaden z chłopaków nawet do niej nie podszedł, żeby zapytać się, czy wszystko z nią w porządku. Miała o to do nich żal, ponieważ musiała starać się dużo bardziej od nauczyciela, a i tak przegrała.
        Westchnęła cicho, chcąc podnieść się z podłogi, żeby w końcu móc dotrzeć do higienistki. Na szczęście po tej lekcji jest przerwa obiadowa, dzięki czemu będzie miała więcej czasu na doprowadzenie się do jako takiego stanu używalności. Skrzywiła się, kiedy w końcu stanęła na prostych nogach. Nie była jednak pewna, czy jest w stanie normalnie się przemieszczać, skoro nawet nie może normalnie zgiąć kolan. Na szczęście Samantha postanowiła jej pomóc.
- Spokojnie, bohaterko. Przerzuć sobie rękę na moich barkach, to ci pomogę - uśmiechnęła się do koleżanki pokrzepiająco, kładąc jej dłoń na biodrze, kiedy zrobiła to, co jej przed chwilą kazała.
- Możesz sobie ze mnie nie żartować? - syknęła cicho szatynka, a na jej twarzy pojawił się grymas bólu, kiedy zaczęły iść przed siebie.
- Nie żartuję przecież. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktokolwiek przetrzymał piętnaście minut z nauczycielem. Należą ci się spore gratulacje - powiedziała entuzjastycznie blondynka, przystając na chwilę i odwracając głowę w kierunku nauczycielki. Ta jedynie przytaknęła, odpowiadając na niezadane pytanie swojej uczennicy.
- Pomogę wam - przy dziewczynach pojawiła się jeszcze jedna, z rudymi włosami i uśmiechając się szeroko, położyła sobie drugą rękę Jo na ramionach.
- Dzięki, ale nie trzeba było - burknęła pod nosem dziewiętnastolatka, spuszczając głowę, kiedy wyszły na szkolny korytarz. Wszyscy, którzy akurat przez niego przechodzili, odwrócili się w ich kierunku.
     Czuła ból na każdym milimetrze swojego, bądź co bądź, drobnego ciała. I pomimo żalu z przegranej czuła też cichą satysfakcje, że nie poddała się tak łatwo. Dała z siebie wszystko i właśnie to najbardziej się liczyło. A do chłopaków nie ma zamiaru się odzywać. Mogliby przynajmniej zapytać, czy jeszcze żyje. Przecież to nie dużo.
      Jo opadła z cichym jękiem na kozetkę w gabinecie szkolnej pielęgniarki. Zacisnęłam mocno powieki, natychmiast prostując nogi w kolanach. Krew w dalszym ciągu z nich płynęła; tak samo z resztą, jak z pozdzieranych łokci. Higienistka wytrzeszczyła oczy, patrząc na szatynkę i natychmiast zabrała się za zakładanie białych, gumowych rękawiczek. Hill wiedziała, że za chwilę będzie bolało jeszcze bardziej niż dotychczas, ale postanowiła nie wydawać z siebie nawet jednego dźwięku. W końcu oprócz niej w pomieszczeniu przebywają jeszcze dwie inne dziewczyny. Jedynie kilka raz zazgrzytała zębami, kiedy starsza kobieta zaczęła dotykać miejsc, gdzie skóra była najbardziej przetarta.

~*~

        Jo leżała na łóżku w swoim pokoju. Co prawda chciała wrócić na lekcje, ale kiedy nauczyciel od matematyki zobaczył, w jakim jest stanie, zwolnił ją z kilku ostatnich zajęć. Dziewczyna była mu za to dozgonnie wdzięczna, ponieważ przemieszczanie się sprawiało jej niesamowitą trudność. Praktycznie nie mogła zginać kolan, ponieważ rany odnawiały się i ból stawał się nie do wytrzymania. Miała cichą nadzieję, że  nauczyciele wybaczą jej nieobecności na kilku lekcjach. Życie stałoby się wtedy znacznie łatwiejsze. Nagle po całym pomieszczeniu rozniósł się odgłos pukania, a po kilku sekundach wejście otworzyło się.
- Przeszkadzam? - Jo przygryzła mocno dolna wargę, kiedy usłyszała głos nauczyciela od wuefu. Nie spodziewała się, że osobiście przyjdzie, żeby zobaczyć, czy wszystko z nią w porządku. Z jednej strony cieszyła się, a z drugiej chciała zapaść pod ziemię. Przecież niedawną pokonał ją w czymś, w czym była jedną z najlepszych.
- Nie, oczywiście - podniosła się na rękach i usiadła prosto. Chciała pokazać mu, jak silna jest i że nie potrzebuje litości, ani współczucia.
- Bardzo boli? - zapytał, niepewnie przyglądając się plastrom na nogach uczennicy. - Tak swoją drogą nie spodziewałem się, że będziesz aż tak zawzięta - dodał z podziwem.
- Zawsze jestem zawzięta - odpyskowała. - Przepraszam za to.
- Spokojnie. Zaimponowałaś mi tym. Bardzo podoba mi się twój charakter - dziewczyna spuściła głowę, zasłaniając tym samym rumieńce, które pojawiły jej się na policzkach. Nie miała pojęcia, skąd nagle u niej taka skromność.
- Nie ma pan jakichś lekcji - burknęła, kładąc szczególny nacisk na wyraz "pan". Chciała w ten sposób pokazać mu, że jego nie najbardziej pasuje do ich relacji. Szatyn zrozumiał, o co chodzi. Podniósł się, strzepnął niewidzialny kurz z dresowych spodni, które miał na sobie i uśmiechnął niezręcznie.
- Nie skreślaj mnie tylko dlatego, że uczę w tej szkole - poprosił i jak najszybciej opuścił pomieszczenie, zostawiając otępiałą Hill samą.






___________________________
Kilka słów od Evi
Publikujemy ten rozdział, chociaż przez chwilę miałyśmy nie dodawać go wcale. Pojawiło się kilka komentarzy z pytaniami i to jest właśnie odpowiedź na nie.
Nie dodałyśmy tego rozdziału wcześniej bo ostatni rozdział przez bardzo długi czas posiadał tylko jeden komentarz. Chce zauważyć, że komentarze wiele znaczą. Pokazują nam, że ktoś to czyta, podoba mu się i dają nam tym samym motywacje. Bez nich nie mamy po co pisać. Więc o ile będą komentarze my będziemy pisały. Może nie za często ale to już nie zależy od nas. Obie chodzimy do liceum i szkoła wysysa z nas życie. Mam nadzieję, że to rozumiecie. 
Więc jak, chcecie żebyśmy pisały dalej?
Evi xoxo


niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział Czwarty

           Jo podniosła się niechętnie z łóżka i powędrowała prosto do łazienki. Mogła spać jeszcze przynajmniej przez godzinę, ale nie była w stanie już dłużej powstrzymywać potrzeby. Spuściła wodę, rozebrała się i weszła prosto pod prysznic. Uśmiechnęła się do siebie, zamykając oczy, kiedy chłodne strumienie zaczęły rozbudzać jej zaspane ciało. Z tego, co pamięta, jako pierwszy przedmiot dzisiaj ma w planie matematykę, przez co będzie musiała bardzo starać się, żeby nie usnąć.
Zawinięta w ręcznik weszła z powrotem do pokoju, od razu podchodząc do walki, żeby wygrzebać z niej bieliznę i założyć ją na siebie. Wyjrzała przez okno, sprawdzając pogodę, która sprawowała się nieznacznie lepiej, niż wczoraj. Wyciągnęła dżinsowe spodnie, od razu zakładając je na siebie i z powrotem wróciła do przeszukiwania ubrań. Dobrała jeszcze szarą koszulkę z krótkim rękawem oraz nadrukiem na przodzie i białą bluzę. Jo należała do dziewczyn, które nie lubiły spędzać przed lusterkiem kilku godzin i zdecydowanie wolała spodnie, ponieważ czuła się w nich sto razy bardziej komfortowo niż w jakiej koliwiek spódnicy. Nie chcąc tracić czasu na makijaż zupełnie z niego zrezygnowała, jedynie rozczesując jeszcze wilgotne włosy.
- Samantha wstawaj, bo spóźnisz się na zajęcia - mruknęła głośno szatynka, otwierając okno na całą szerokość. Podciągnęła się na rękach i usiadła na parapecie, przodem do pokoju.
- Boże, za co pokarałeś mnie kolejną osobą, która musi być wszędzie punktualnie? - jęknęła głośno blondynka, przekręcając się na brzuch i mocniej zakrywając się kołdrą z powodu zimna, jakie zapanowało w całym pokoju.
- Bardzo często się spóźniam, ale dziś pierwszą mam matmę, a że nie wiem, na ile mogę pozwolić sobie u nauczyciela, to zrobię wyjątek - zaśmiała się ciemnowłosa, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i wysuwając jednego, od razu wsadziła go pomiędzy wargi, odpalając zapalniczką. Sam, czując zapach dymu od razu podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła uważnie przyglądać się swojej współlokatorce.
- Palisz? - podniosła wysoko jedną brew, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
- Nie nałogowo. Można powiedzieć, że bardziej podpalam - wzruszyła ramionami i krzyżując nogi w kostkach zaczęła poruszać nimi do przodu i do tyłu.
- Rozumiem McCain niechętnie podniosła się z łóżka i niemrawym krokiem powędrowała do łazienki, zamykając się w niej od środka.
Joanna zaciągnęła się jeszcze kilkukrotnie papierosem , po czym zgasiła go, a peta wrzuciła do niewielkiego śmietnika, stojącego pomiędzy dwoma biurkami. Szatynka zeskoczyła z parapetu, od razu zamykając za sobą okno. Zaczęła pocierać o siebie dłońmi, żeby choć w najmniejszym stopniu je rozgrzać i podeszła do planu lekcji, żeby sprawdzić, jakie musi zapakować książki na dzisiejsze zajęcia.
~*~
          Jo weszła do sali języka hiszpańskiego, na swoją  przedostatnią lekcje dzisiaj. Chciała mieć ją jak najszybciej za sobą, żeby móc w końcu iść na wf. Miała nadzieję, że będzie mogła po raz kolejny ćwiczyć z chłopakami. Chociaż z drugiej strony, jeśli grałaby z dziewczynami w siatkówkę, to mogłaby z daleka obserwować nauczyciela.
         Zaczynała bać się sama siebie. Nie miała pojęcia, jak jeden facet mógł aż tak przyciągnąć jej uwagę. Przecież to tylko wuefista, który najprawdopodobniej uważa swoją pracę za całkowitą męczarnię i gdyby mógł, to uciekł jak najdalej z tej szkoły dla snobistycznych bachorów, do których ona sama oczywiście się nie zaliczała i mogłaby znaleźć jeszcze kilkoro takich osób - nowych znajomych.
         Zajęła miejsce w ostatniej ławce, a po chwili obok niej pojawiła się Samantha. Na szczęście tę lekcję miały razem i nie zamierzały przeznaczyć jej na naukę, czy tego typu sprawy. Chciały ja po prostu przegadać i jak na razie nic nie stało im na przeszkodzie. Oczywiście oprócz nauczyciela, którego do tej pory jeszcze ani raz nie widziały na oczy. Są jednak pewne, że uda im się znaleźć jakieś wyjcie.
         Siwawy mężczyzna, z książką w ręce wszedł do sali lekcyjnej, rozglądając się uważnie po twarzach uczniów, po czym w ogóle się nie odzywając usiadł za biurkiem i zaczął przeglądać dziennik. Po sali rozniósł się jego niski głos, czytający kolejne nazwiska z listy obecności.
- Przydałoby się znaleźć sobie jakichś partnerów na bal powitalny - blondynka od razu zaczęła rozmowę, odwracając głowę w kierunku ciemnowłosej. Jo zmarszczyła brwi, zupełnie nie wiedząc, o co chodzi jej towarzyszce.
- Jaki bal powitalny? - zapytała cicho, zerkając co chwilę na matematyka, który w każdym momencie mógł przeczytać jej nazwisko.
- Nie czytałaś tablicy ogłoszeń? - Sam podniosła wysoko jedną brew, nie spuszczając wzroku ze znajomej.
- Nawet nie wiem jeszcze, gdzie ona jest - Hill wzruszyła obojętnie ramionami. - Jestem - mruknęła, podnosząc rękę, kiedy usłyszała swoje nazwisko pomiędzy szeptami innych uczniów.
- W każdym bądź razie w ten piątek jest bal powitalny dla wszystkich klas. Takie uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego - wytłumaczyła krótko jasnowłosa. - Musimy znaleźć jakieś sukienki - uśmiechnęła się szeroko.
- McColl. Jeszcze raz będę musiał wywołać twoje nazwisko, a opuścisz tą salę - warknął zdenerwowany nauczyciel. Samantha przewróciła oczami, podnosząc rękę i nawet się nie odzywając.
          Zaraz po dzwonku, dziewczyny wyszły jako pierwsze z sali, udając się prosto w kierunku szatni. Sam usiłowała namówić Jo, żeby ta nie rezygnowała z gry z chłopakami tylko dlatego, że chce przyjrzeć się nauczycielowi, bo przecież może mu tylko jeszcze bardziej zaimponować. Joanna natomiast twardo obstawała przy swoim i twierdziła, że to i tak bez sensu, bo przecież jest on nauczycielem. Weszły do szatni i nie czekając na nikogo zaczęły przebierać się w stroje, cały czas rozmawiając. Przestały się odzywać dopiero, kiedy w pomieszczeniu pojawiły się inne dziewczyny.
           Kiedy były już gotowe, weszły do sali gimnastycznej i usiadły pod jedną ze ścian, przyglądając się uważnie chłopakom. Samantha co chwilę komentowała wygląd każdego z nich, czym nie raz rozśmieszała Jo, powodując u niej kolejne wybuchy śmiechu.
- Joanno, grasz dzisiaj z tymi dziećmi? - obok dziewczyn, znikąd pojawił się wuefista i przykucnął przed nimi. Szatynka powstrzymała rumieńce, a blondynka śmiech, widząc reakcję koleżanki.
- Dziś chciałam poćwiczyć z dziewczynami - mruknęła cicho, nie patrząc na mężczyznę, tylko na swoje dłonie. Już zaczęła wyobrażać sobie kazanie, jakie na sto procent wygłosi jej Sam zaraz po wejściu do ich pokoju.
- Rozumiem cię. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś skopiesz ich, jak ostatnio - zaśmiał się, po czym stanął na prostych nogach i ruszył w kierunku swoich wychowanków.
- Głupia jesteś i tyle - podsumowała ją McColl, odwracając się do niej plecami, czym wywołała efekt odwrotny do zamierzonego. Jo pokręciła rozbawiona głową i nie mogąc się powstrzymać dźgnęła towarzyszkę kilkukrotnie w żebra.
        Ich zabawa nie trwała jednak długo, ponieważ nauczycielka zarządziła rozgrzewkę. Szatynka miała przez cały czas nieodparte wrażenie, że większość dziewczyn, należących do klasy ma ochotę po prostu zabić ją spojrzeniem. Domyślała się, że chodzi o fakt, jak dobrze dogaduje się z większością chłopaków. Nawet Sam kilkukrotnie ostrzegała ją, że jeszcze ma możliwość zmiany zdania i jeżeli nie chce zginąć, trafiona piłką siatkową, to powinna jak najszybciej uciekać na drugą stronę sali gimnastycznej. Ciemnowłosa zignorowała jednak swoją towarzyszkę i głos rozsądku, podpowiadający to samo, co ona.
       Podczas wybierania składów oboje wuefistów rozmawiało o czymś ze sobą zawzięcie. Wszyscy uczniowie zastanawiali się nad tematem ich dyskusji. Jednak Joanna i Samantha miały małe podejrzenia, że chłopaki coś wiedzą i nie chcą podzielić się tym z dziewczynami. W końcu jednak nauczycielka uśmiechnęła się szeroko i pokiwała twierdząco głową, a nauczyciel machnął ręką.
- Gramy całą klasą na całą salę. Wybierajcie chłopaków - Hill spiorunowała swoją towarzyszkę spojrzeniem, kiedy ta uderzyła ją z całej siły w ramię. Blondynka jedynie wzruszyła ramionami i przyglądała się wszystkim zebranym na sali. Jo zaczęła zastanawiać się, na czym ma polegać ta nagła decyzja połączenia grup. Nie odezwała się jednak nawet słowem i po prostu czekała na upragniony początek lekcji.
__________________________
Chciałam powiedzieć, że publikuję rozdział. Co prawda jest nieco spóźniony, ale nie aż tak bardzo jak ostatni. Po prostu ostatnio bardziej siedzę w książkach niż w komputerze i nawet nie mam ochoty go włączać. Rzygać mi się chce na samą myśl o tym, ale nie ważne. Wiem, że jestem dziwna, ale pozostawmy to bez komentarza, bo się jeszcze zestresuję i co wtedy?
Mam pytanie. Czy ktoś chciałby się ze mną spotkać i pogadać na różne tematy, nie koniecznie związane z prowadzeniem blogów czy One Direction? Cholernie zaczyna mi się na tych wakacjach nudzić i pomyślałam, że rozwijanie znajomości nie musi być takie złe. Na przykład znalazłam sobie taką evi (na pewno znacie xD) i okazało się, że jest zajebista (ale nie dodawaj sobie, za tą ciemnotę xD).
Piszcie: 1220763
Moja lokalizacja: Stalowa Wola, podkarpackie.
Kończę na dzisiaj. Dobranoc wszystkim i miłego czytania,
Evansik. xx

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział Trzeci

- To ja mam propozycję - zaczęła Samantha, kiedy większość z osób siedzących przy stoliku skończyła już jeść swój obiad. - Moglibyśmy się w końcu sobie przedstawić, bo będzie nam tak łatwiej się ze sobą porozumiewać - zaśmiała się blondynka, patrząc po twarzach zgromadzonych.
- Jestem Harry! - zaczął od razu chłopak w lokach na głowie, wystawiając dłoń w kierunku dziewiętnastolatki. Joanna zaśmiała się pod nosem spuszczając wzrok na talerz i znów zaczęła grzebać w jedzeniu. Jakoś nie była głodna, przez co większa część dania pozostawała nietknięta. - David, Allan, Niall, Jo, Sophie i Danielle - zakończył swoją litanie, siadając z powrotem na plastikowym krzesełku. - A teraz biegnie do nas spóźniony Oliver.
        Szatynka, słysząc imię chłopaka natychmiast odwróciła się w jego kierunku. Na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech, kiedy zobaczyła swojego kuzyna, idącego szybkim krokiem prosto do ich stolika. Już dawno nie miała okazji, żeby normalnie z nim porozmawiać, chociaż zawsze mieli ze sobą wspaniały kontakt. Czasami zachowywali się jak biologiczne rodzeństwo, którego nigdy żadne z nich nie miało.
- Kaszka ci wystygła - zaśmiała się, patrząc prosto na szatyna. Ten natychmiast popatrzył na nią, marszcząc brwi. Niall pokiwał zrezygnowany głową. Do niego też tak często mówiła.
- Miałaś przestać być wredna - Oliver podszedł do dziewczyny i poczochrał jej włosy. - Siemasz Horan? - skinął głową w kierunku blondyna, na co on odpowiedział tym samym.
- A ty miałeś więcej nie dotykać moich włosów - warknęła dziewczyna, łapiąc go za nadgarstek i odciągając od swojej głowy. Rozbawiony rzucił teczką z papierami o stolik i rozsiadł się na krzesełku, sprawdzając czy przypadkiem nikt nie chciał się z nim skontaktować, kiedy miał wyłączony telefon.
- Wy się znacie? - David, otworzył szeroko oczy, patrząc na trójkę z niedowierzaniem. Jo wzruszyła ramionami, otwierając butelkę z napojem i wypiła od razu pół jej zawartości.
- Joanna jest moją najukochańszą na świecie kuzynką, a Niall to mój kolega - Oliver uśmiechnął się szeroko, przerzucając ramię za szyją szatynki i przyciągając ją do siebie, przez co w ostatnim momencie rozchyliła nogi, żeby nie oblać się napojem.
- Mówiłam ci już kiedyś, że masz się nie przyznawać do naszych więzi rodzinnych - mruknęła, przyglądając się mokrej posadzce.
- Oni tak zawsze? - zaśmiał się Allan, patrząc prosto na Horan 'a.
- Odkąd pamiętam - blondyn odwzajemnił uśmiech i podniósł się, słysząc dzwonek, kończący długą przerwę.
             Wszyscy zaczęli rozchodzić się w kierunku swoich klas. Jo rozmawiała z Sam na temat jej gry podczas dzisiejszych zajęć wychowania fizycznego. Szatynka cały czas obstawała przy tym, że gra już długo i po prostu wytrenowała swoje umiejętności, ale McColl cały czas chce wmówić znajomej, że to wrodzony talent, którego nie posiada nawet najlepszy piłkarz na świecie. Na Jo czekała pierwsza lekcja plastyki. Obawiała się tego. Zawsze wydawało jej się, że ma do tego talent. Przyjaciel, kuzyn, ciotka, wszyscy którzy znali prawdziwe oblicze Joanny mówili, że ma nie tylko prawdziwy talent, ale co ważniejsze pasje. Bo nauczyć się malować może każdy ale z pasją trzeba się urodzić. Jednak co jeśli okaże się, że prawda jest inna? Że wśród studentów nie będzie wystarczająco dobra, aby się wybić?  Świat jest brutalny i tylko najlepsi dadzą sobie radę. Ona chciała być najlepsza. Całe życie szła pod prąd. Pomimo nacisku ze strony rodziców została sobą. Bankiet, licytacje, bogate życie, mimo wszystko, tego środowiska, w którym dorastała została sobą. Każdego dnia kiedy zamykała się w swoim pokoju mogła być sobą. Brała ołówek bądź farby i malowała. To wtedy czuła się najlepiej. Bez tej maski, którą przybierała przy rodzicach i bogatych znajomych. Zabawne jest to, że pomimo tak wielu znajomych, na palcach może wymienić ludzi którzy znają ją doskonale. Ale Jo to nie przeszkadza. Przecież lepiej jest mieć jednego prawdziwego przyjaciela, niżeli 1000 fałszywych. Idąc na studia chciała zerwać z przeszłością. Przestać udawać. Być sobą, tylko sobą. Ale co, jeśli okaże się, że nie pasuje do tego świata?
           Sam poszła w kierunku wykładów historii architektury, a Jo do drugiego skrzydła budynku gdzie miała kolejne zajęcia. Musiała jednak zboczyć z kursu i zajrzeć do akademika skąd zabrała jeden ze swoich obrazów. Wraz z listą podręczników dostała informację o tym, że należy przynieść na pierwszą lekcje jakąś swoją pracę. Wybrała ten, który namalowała ostatnio, ten sam który Niall 'a tak przerażał i ruszyła w kierunku sali. Nie było dla niej zdziwieniem to, że będąc na tak zwanej ostatniej prostej, jakieś dziesięć metrów od sali zderzyła się z mężczyzną idącym z naprzeciwka.
- Przepraszam - powiedziała szybko, jednocześnie modląc się w duchu, aby jej obrazowi nic się nie stało
- Nic ci nie jest? Obraz nie ucierpiał?
- Nie - powiedziała z ulgą po chwili i dopiero teraz podniosła wzrok. Wydawało jej się, że skądś kojarzy ten głos. Mężczyzna podający jej pomocną dłoń okazał się być ciemnowłosym nauczycielem którego poznała pierwszego dnia. - Na szczęście nie. Teraz przepraszam ale zaraz spóźnię się na zajęcia - powiedziała podnosząc się z ziemi.
- Zajęcia nie zaczną się bez wykładowcy - Jo słyszała wyraźne rozbawienie w jego głosie - Jestem Zayn. Mówi mi po imieniu jak wszyscy inni studenci.
- Joannna, ale wszyscy mówią mi Jo.
- W takim razie, Jo zapraszam do klasy - powiedział otwierając drzwi i puszczając ją przodem. Powstrzymała się od wzruszenia ramionami, weszła do pomieszczenia i usiadła na końcu klasy, obok jakiejś dziewczyny. Na szczęście ona nie miała nic przeciwko temu. Ogólnie sala nie przypominała wyglądem tych innych. Tu jednoosobowe ławki w przeciwieństwie do innych klas gdzie były połączone po osiem były rozdzielone i porozrzucane po całej sali w dość chaotyczny sposób. Dziewczyna nie widziała w tym żadnego wzorca. Do tego przy każdej ławce stała sztaluga. Biurko stało w standardowym miejscu i koło niego również znajdowała się pusta sztaluga.
- Większość z was poznałem już na korytarzu, podczas rozpoczęcia roku szkolnego. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą. Nazywam się Zayn Malik i nie mam nic przeciwko temu, żebyście mówili mi po imieniu. Sam niedawno skończyłem studia i nie uważam się jeszcze za nauczyciela, który musi zachowywać się tak, jak na niego przystało - uśmiechnął się delikatnie, wędrując wzrokiem po całej klasie i zatrzymując się na kilka sekund dłużej przy Jo, która wyglądała przez okno zupełnie niezainteresowana tym, co właśnie do nich mówi. - Ale, może przyjdziemy do konkretów - klasnął w dłonie, przechodząc na przód biurka i opierając się o nie, skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. - Będę losowo wskazywał osobę która podejdzie do mnie i umieści na sztaludze swój obraz. Potem powie co zainspirowało go to tego dzieła, jakie uczucia towarzyszyły mu podczas tworzenia tego dzieła. Następnie ten kto będzie miał ochotę wyraża swoją opinie. Bez zabawy w podnoszenie ręki. Zachęcam do prowadzenia dyskusji ale proszę o zachowanie własnej godności w chwili krytyki czyjegoś obrazu. To może David Brown pochwali nam się tym, co stworzył - blondyn od razu podniósł się z siedzenia i zrobił wszystko tak, jak kazał mu nauczyciel.
- Jak widać na obrazie jest pies, którego mam odkąd tylko pamiętam. Nie wiem, czemu to akurat jego tutaj przyniosłem. Po prostu, jakoś tak wyszło. Używałem raczej jaskrawych kolorów, żeby pokazać to, jaki on jest naprawdę - chłopak na samo wspomnienie swojego pupila uśmiechnął się szeroko i zaczął uważnie przyglądać swojemu dziełu.
- Jak dawno namalowałeś ten obraz? - spytał nauczyciel, odwracając wzrok od ciągle nieobecnej Hill, wpatrującej się nieświadomie w boisko szkolne.
- W tamtym miesiącu, specjalnie na pierwsze zajęcia - odparł gładko blondyn, wzruszając szelmowsko ramionami i patrząc prosto na nauczyciela.
- Dziękuję ci. Może teraz zaprosimy jakąś dziewczynę - rozejrzał się uważnie po klasie, cały czas przebywając w jednej pozycji. - Może panna Hill pokaże nam coś swojego - szatynka na początku była zupełnie wyrwana z kontekstu. Zmarszczyła czoło, zaczynając zastanawiać się, czego chce od niej nauczyciel. Na szczęście zauważyła Davida, siadającego ze swoim obrazem w ławce i zdołała zrozumieć, co się dookoła niej działo.
          Podniosła się z miejsca i chwytając swoje dzieło ruszyła wolnym krokiem w kierunku sztalugi. Położyła na niej płótno, po czym niechętnie je odsłoniła. Nienawidziła rozmawiać o tym, co tworzy. Każdą informację, związaną z obrazem traktowała jak swoją tajemnicę, o której inni nie powinni za dużo się dowiedzieć. Nie potrafiła wytłumaczyć swojego nastawienia do tej sprawy. Po prostu tak było i już.
- Bardzo ciemna kolorystyka - mruknął cicho nauczyciel, uważnie skanując wzrokiem każdy centymetr rękodzieła swojej uczennicy.
- Wolę używać ciemnych barw. Łatwiej jest mi nimi cokolwiek stworzyć - rzuciła, wzruszając obojętnie ramionami.
- Rozumiem. Możesz nam powiedzieć, kiedy namalowałaś ten obraz i z jakiej okazji? - Malik podniósł wzrok, obrzucając nim szatynkę, która spięła się w sobie. Chciała, żeby to jak najszybciej się skończyło i w końcu mogła usiąść z powrotem na swoje miejsce.
- W tamtym roku. Malowałam go nocami, żeby wyszedł jak najbardziej mroczny - bąknęła po chwili zastanowienia. Zayn podniósł wysoko jedną brew, zaczynając gładzić się po brodzie wskazującym palcem i kciukiem. - Jak już wcześniej wspomniała takie klimaty są mi bliższe, aniżeli jaskrawe kolory i szczęście panujące na każdym obrazie - mimowolnie przewróciłam oczami, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
       Mulat zaśmiał się cicho, patrząc na nią z rozbawieniem. Dawno nie spotkał kogoś tak bardzo negatywnie nastawionego do jakichkolwiek występów publicznych. Z tego, co wspominał mu przyjaciel, który miał z nią wcześniej do czynienia, wywnioskował, że panna Hill jest otwartą, wesołą i potrafiącą się bawić dziewiętnastolatką. Tym czasem styl malarski dziewczyny podpowiadał mu coś zupełnie innego.
- Dziękuję ci, możesz już usiąść - Jo uśmiechnęła się szeroko, wkładając obraz z powrotem do torby i szybkim krokiem, pod eskortą kilku ciekawych spojrzeń, zajęła swoje miejsce, wracając do obserwowania widoków za oknem.

~*~

          Samantha i Joanna leżały na łóżkach w swoim pokoju i obie starały się choć na chwilę odprężyć. Dla obu był to wyjątkowo męczący dzień. Chociaż szerze powiedziawszy obie spodziewały się, że trudniej będzie im nawiązać jakiekolwiek kontakty z uczniami szkoły. Chociaż tak naprawdę to Niall odwalił za nie całą "brudną robotę".
            Jo zwlekła się niechętnie z łóżka, udając prosto do walizek, by wygrzebać z nich świeże piżamy. Pomimo wczesnej godziny ona nie miała siły już nawet się poruszać i zdecydowanie wolała położyć się spać. Przecież jutro kolejna lekcja wf 'u.

~*~

Możecie nas zabić i spalić i zrobić, co tam jeszcze chcecie.
Tutaj miałam wstawić jakieś wytłumaczenie, ale nic nie mogę na nie znaleźć. To z brakiem weny jest już tak oklepane, a w moim przynajmniej przypadku, mało prawdziwe, że nawet nie będę was tym męczyć.
Mam nadzieję i bardzo się o to postaram, żeby kolejny post pojawił się w przeciągu dwóch tygodni. Mam nadzieję, że będzie ktoś jeszcze na niego czekał ;c



Pozdrawiam, Jes. xx

piątek, 30 maja 2014

Rozdział Drugi

        Stanęła obok Niall 'a w szeregu, kiedy na niewielkim podniesieniu pojawiła się dyrektor, który najprawdopodobniej będzie chciał wygłosić jakąś mowę powitalną dla wszystkich uczniów, ze szczególnym uwzględnieniem rocznika, który od tego roku zacznie naukę w jego szkole. Westchnęła cicho, zamykając oczy i modląc się w duchu, żeby cała ta szopka skończyła się tak szybko, jak zaczęła. Stopy strasznie bolały ją od wysokich szpilek, które założyła tylko dlatego, że znajomi ojca mogą obserwować ją w każdym momencie i nie omieszkają donieść mu, kiedy uznają, że zrobiła coś nie tak; coś nieodpowiedniego.
- Witam wszystkich serdecznie. Dziś rozpoczyna się nowy rok szkolny w naszej szkole... - i w tym momencie Jo wyłączyła się zupełnie.
         Wzrokiem błądziła po tłumie studentów ale nie zaobserwowawszy nic ciekawego przerzuciła się na nauczycieli. Stali na scenie, w lewym kącie za dyrektorem. Część z nich była starsza, z dużym doświadczeniem ale, co zaskoczyło dziewczynę, byli też młodzi, którzy jej zdaniem dopiero co skończyli studia. Jak tacy ludzie dostali prace w jednej z najbardziej renomowanych uczelni w Stanach? Właśnie miała się zapytać o to swojego przyjaciela, ale wtedy jej wzrok spoczął na jednym z nich. Pod dziewczyną ugięły się nogi i dałaby sobie rękę uciąć, że w majtkach ma kisiel. Jego spojrzenie ją zahipnotyzowało. Garnitur który miał na sobie idealnie podkreślał jego sylwetkę."Gdzie ty byłeś całe moje życie?". Jo mogłaby wpatrywać się w niego godzinami i pewnie by to robiła ale niestety jej BFF miał inne plany. Złapał jej dłoń i pociągnął w kierunku wyjścia. Powstrzymała w sobie chęć odwrócenia się, żeby zobaczyć czy nauczyciel dalej tam stoi. Przecież nie chce wyjść na zauroczoną małolatę, prawda?
- Zaraz wyrwiesz mi rękę ze stawu - mruknęła, kiedy wspomniana część ciała zaczynała ją boleć od ciągłego ciągnięcia jej. Niall natychmiast zatrzymał się, puszczając szatynkę i patrząc na nią wyczekująco. - Co? - mruknęła, rozmasowując nadgarstek, żeby choć w małej części przywrócić mu krążenie.
- Mów, w kogo się tak wpatrywałaś na tej scenie, jakbyś zaraz miała się na niego rzucić - zakpił chłopak, znów ruszając w kierunku pokojów. On również miał już dość duszenia się z powodu zbyt ciasno zawiązanego pod szyją krawata.
- Nie twój interes, blondasku - wyminęła go i szybkim krokiem udała się w kierunku pokoju. Miała serdecznie dość wszystkiego i tylko sen może ją teraz uratować.

~*~

       Joanna usiadła niechętnie na łóżku i przetarła twarz dłońmi, odgarniając swoje długie włosy do tyłu. Dziś odbędą się pierwsze zajęcia. Szczerze powiedziawszy wolałaby dalej odsypiać wczorajszą podróż do Nowego Yorku i pewnie zrobiłaby to, gdyby nie fakt, że ma w planie WF. Z cichym westchnieniem podniosła się z posłania, od razu podchodząc do szafy. Wieczorem wypakowała wszystkie swoje ubrania, ponieważ musiała znaleźć piżamę, leżącą na samym dnie walizki, a rozrzucać wszystkiego dookoła jej się po prostu nie opłacało. Wyjrzała przez okno, żeby ocenić pogodę i wyjęła dżinsowe spodnie, szarą koszulkę z napisem "BANG" oraz trochę ciemniejszą bluzę Nike. Poszła ze wszystkimi ubraniami do łazienki, gdzie wzięła szybki prysznic na przebudzenie i założyła ciuchy. Gdy weszła z powrotem do pokoju zaczęła zastanawiać się, czy powinna obudzić swoją współlokatorkę. Co prawda do zajęć zostało im jeszcze półtorej godziny, ale ktoś z takim wyglądem, jak Samantha musi chyba dość długo przygotowywać się do wyjścia. Niepewnie podeszła do łóżka blondynki i potrząsnęła za jej ramię. Na efekt długo czekać nie musiała, ponieważ dziewczyna praktycznie zerwała się do pozycji siedzącej.
- Hej, spokojnie. Chciałam tylko dla pewności cię obudzić, bo nie chcę cię mieć na sumieniu, a za chwilę wychodzę przejść się po dziedzińcu. - rzuciła pierwszym, co przyszło jej do głowy. Zastanawiała się, skąd stać ją na tak przyjemny ton.
- Dzięki, nie musiałaś. Mam budzik, ale mimo wszystko jeszcze raz dzięki za pamięć. - mruknęła McCain, z powrotem opadając na poduszki z zamkniętymi oczyma. - Ale za herbatkę, albo jakieś śniadanko się nie obrażę. - dodała szybko, przewracając się na bok z zaplątaną między nogami kołdrą. Jo nie wiedziała, dlaczego tak bardzo rozbawiło ją zachowanie dziewiętnastolatki. Może dlatego, że tak bardzo przypomina Niall 'a, gdy musi wcześniej wstać.
- Możesz zapomnieć. - zaśmiała się, udając do "kuchni", którą mają połączoną z pokojem w akademiku. Otworzyła szeroko lodówkę i skrzywiła się, widząc tylko światełko w środku i butelkę wody mineralnej. Mogła się spodziewać, że pierwszego dnia będzie przymierać głodem, ale w duchu liczyła na jakiś niewielki cud.
- Jak zrobisz mi śniadanko, to pozwolę ci skorzystać z moich zapasów. - podskoczyła w miejscu, słysząc głos Sam. Nie wiedziała, kiedy dziewczyna pojawiła się w tym samym pomieszczeniu, co ona. Odwróciła się w jej kierunku, uważnie obserwując, jak ciągnie za sobą dużą torbę z produktami spożywczymi.
- Masz szczęście, że od wczoraj nic nie jadłam. - fuknęła, podchodząc do ich tymczasowych zapasów i wyciągając z nich chleb i cokolwiek do niego.
           Zrobiła kilka kanapek na szybko oraz gorącą herbatę. Pogoda za oknem na prawdę dzisiaj nikogo nie rozpieszczała. Deszcz kaskadami spływał po oknach, a na trawniku dziedzińca, który wczoraj prezentował się niesamowicie w promieniach ciepłego słońca, zdążyło wytworzyć się kilka dość sporych kałuży. Usiadła na krześle, biorąc pierwszą kromkę i przeżuwając ją powolnie. Widząc, że na zajęciach fizycznych nie wyjdą na pole zabrała jej całą chęć jedzenia. Odwróciła po woli głowę w kierunku drzwi, kiedy tylko stanęła w nich blondynka. Miała na sobie czarne rurki, białą bokserkę i miętowy sweterek, natomiast na stopy włożyła wysokie szpilki. Jo zamrugała kilkakrotnie, próbując sobie wyobrazić siebie w takich butach chodzącą na co dzień. Niestety, nie udało jej się to.
- Wiesz, chciałam ci coś powiedzieć. - zaczęła McCain, siadając przy stole i biorąc się za jedzenie śniadania. - Zdaję sobie sprawę z tego, co o mnie myślisz i nie mów, że jest inaczej. - zastrzegła, gestem ręki wskazując szatynce, żeby nie przerywała. - Jestem blondynką i córką jednych z najbardziej wpływowych ludzi w Ameryce. Inni od razu przyczepiają mi plakietkę pustej, rozpieszczonej dziewuchy, której wszystko wolno. Przyzwyczaiłam się, ale jako że będziemy mieszkać razem, to chciałabym żebyś ty najpierw mnie poznała, zanim bezpodstawnie ocenisz. - mówiąc to cały czas patrzyła prosto w oczy Hill. Jednak szatynka na sam koniec nie wytrzymała i spuściła głowę. Zaczęła zastanawiać się, czy taki układ może się udać. Ona najnormalniej w świecie jeszcze nigdy nie dogadała się z inną dziewczyną. No, ale cóż. Zawsze warto spróbować. Podniosła głowę z delikatnym uśmiechem, wystawiając dłoń w kierunku blondynki.
- Joanna Hill, dla znajomych po prostu Jo. - dziewczyna odwzajemniła uśmiech, ściskając rękę szatynki i potrząsając nią lekko.
- Samantha McCain, ale wystarczy Sam. - odpowiedziała, podnosząc się z krzesła. - Jeśli nie chcemy spóźnić się na zajęcia i odnaleźć w tym cholernym budynku, to powinnyśmy już ruszać na poszukiwania sali, w których są nasze lekcje. - dodała, szukając w walizce torebki, gdzie zmieściłyby jej się wszystkie potrzebne na dzisiaj książki.
             Joanna kiwnęła lekko głową i również wstała, udając się prosto po swój, w dość dużym stopniu zniszczony już, plecak. Wyszły z pokoju, zamykając go ówcześnie na kluczyk, po czym Samantha schowała go do jednej z kieszeni swojej torby. Ruszyły powolnym krokiem, kierując się planem budynku, trzymanym przez szatynkę. Na początku nic z niego nie rozumiały, ale w końcu doszły do tego, gdzie co się znajduje. Obie z szerokimi uśmiechami siadały właśnie na jednym z parapetów, kiedy Joanna z daleka zauważyła jasną czuprynę swojego przyjaciela. Uśmiech dziewczyny mimowolnie poszerzył się.
- Hej, Maleństwo - zaśmiał się Horan, podchodząc do szatynki i zmierzwił jej włosy. Ona natomiast od razu zmroziła go spojrzeniem i złapała za nadgarstek, odciągając od swojej głowy.
- Ja ci zaraz powiem, co tutaj jest maleństwem - warknęła, zeskakując z parapetu i podchodząc do wyraźnie rozbawionej blondynki. - Już nie mogę doczekać się wfu - dodała, łapiąc dziewczynę pod rękę i szybki krokiem wchodząc do sali od języka angielskiego.
- Jesteście słodcy, kiedy tak się przedrzeźniacie - zaśmiała się Sam, zajmując jedną z ławek na samym końcu sali. Jo zrobiła to samo, zamrażając znajomą wzrokiem.
- Jeżeli coś sugerowałaś, to zapomnij od razu. Niall jest tylko moim przyjacielem i nic więcej z tego nie wyniknie - zapewniła.
             Blondynka nie zdążyła już nic więcej powiedzieć, ponieważ do sali wszedł starszy mężczyzna z dużą ilością książek, niesionych pod pachą. Obie dziewczyny wiedziały już w momencie, kiedy po raz pierwszy go zobaczyły, że nie będzie on "nauczycielem przyjaznym dla uczniów". Były wręcz w stu procentach pewne, że na jego lekcje przygotowywać się będzie każdego dnia po kilka godzin, żeby zdać na jakąś przyzwoitą ocenę. Nie pomyliły się. Pan Smith bez ceregieli wytłumaczył, co będą robić przez cały rok szkolny i bez jakichkolwiek dłuższych rozmów zaczął prowadzenie wykładu. Joanna nie zwracając na niego zupełnie uwagi wyjrzała przez okno na szkolne boisko, gdzie dostrzegła dobrze znaną jej postać.
          Mężczyzna, którego widziała wczoraj na rozpoczęciu roku stał tam i przyglądał się chłopakom, biegającym już któreś kółko z kolei. Oparła głowę na dłoni, cały czas wpatrując się tylko w jego posturę i zupełnie odcięła od świata zewnętrznego. Dopiero, kiedy oberwała zatyczką od długopisu, wypchaną kawałkiem kartki, wyrwanej z zeszytu szkolnego, odwróciła wzrok w kierunku Samanthy, uśmiechającej się do niej niewinnie. Wyjęła liścik i rozwinęła go, czytając pobieżnie litery, zapisane starannym pismem.
"Fajny jest, nie ma co."
      Prychnęła pod nosem, zwracając na siebie tym samym uwagę nauczyciela i połowy klasy. Rzuciła cichym "nic, nic", spuszczając wzrok po raz kolejny na papierek, żeby upewnić się czy aby na pewno się nie pomyliła. Odwróciła głowę w kierunku McCain, pukając się mocno w czoło. 

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgjZt1dedRWXaXR_r3IKduE6hsZ8j24o8TZvBx8K7O2W4am7Ac5dPIe-2a3x6c_3_L9niMHkPXoKqS__HQb8wFnDMwrxEHrbG0dzB_2Qn8N4WIlMl6SugVUD5mCZu8mWEE8x_L9cj3p-Qfj/s1600/1.gif

         Lekcja, na którą Jo tak bardzo czekała w końcu miała się zacząć. Własnie siedziała w szatni i przebierała się w swój strój do ćwiczeń, przy okazji rozmawiając z blondynką. Okazało się, że Sam nie ma zamiaru brać udziału w zajęciach wfu i ma już wymyślonych kilka wymówek; tak na wszelki wypadek. Zasznurowała mocno swoje trampki i powolnym krokiem obie dziewczyny udały się w kierunku boiska szkolnego. Od rana pogoda zdążyła się poprawić i w ich przypadku nie było aż tak beznadziejnie, jak z poprzednimi klasami. Okazało się, że wuefista kompletnie zwariował i kazał chłopakom ćwiczyć w deszczu. To znaczy, nie żeby jej to jakoś przeszkadzało, ale wolałaby nie zachorować już w pierwszym dniu nauki. Sam powiedziała, że idzie na trybuny i tak też zrobiła, a Jo usiadła na sztucznej trawie, starając się odnaleźć wzrokiem Niall 'a. Po kilku minutach blondyn, wraz z chłopakami z którymi widziała go dzisiaj rano, wszedł na płytę boiska i podszedł do niej.
- Wiesz, jesteśmy podzieleni na dwie grupy. Chyba nie będziesz w stanie mi dokopać - blondyn nie mógł powstrzymać wrednego uśmiechu. Szatynka pokręciła z niedowierzaniem głową, podniosła się i podeszła do nauczycielki, która rozpoczynała już rozgrzewkę.
       Dwie dziewczyny właśnie wybierały składy do siatkówki. Joanna siedziała znudzona na trawie, czekając aż ktoś w końcu wskaże na nią palcem. Nienawidziła tego, ale jak na razie rozumiała, bo jeszcze nie wszystkie znały się między sobą, a co za tym idzie o imiona jest dość trudno. Nagle Jo usłyszała głośne nawoływanie swojego przezwiska przez niedawno poznany głos. Zdziwiona zmarszczyła brwi, odwracając się w kierunku chłopaków. Zauważyła rozbawiony wzrok nauczyciela, zrezygnowanego Niall 'a i kilku osobników płci przeciwnej, którzy machali do niej, aby przyszła. Popatrzyła zaintrygowana na swoją nauczycielkę, prosząc ją o zgodę. Ta w odpowiedzi kiwnęła głową, więc szatynka  nie czekając na nic więcej podniosła się jednym zgrabnym ruchem z ziemi, otrzepała spodenki i poszła w kierunku boiska do piłki nożnej. W duchu prosiła wszystkie świętości, żeby pozwoliły jej zostać tam już do końca lekcji.
- Co? - zwróciła się mało uprzejmie do przyjaciela i jego nowych znajomych, krzyżując ręce pod piersiami i z wysoko podniesioną brwiom zaczęła im się uważnie przyglądać, starając się zdusić w sobie chęć popatrzenia na przystojnego nauczyciela wychowania fizycznego, żeby już na wstępie nie narobić sobie przy nim siary. 
- Brakuje nam jednej osoby, żeby w składach było po siedem osób, piszesz się na to? - uśmiechnął się szeroko Harry, na co Hill automatycznie pokiwała głową, że się zgadza. 
- To idziesz do nas! - krzyknął jakiś blondyn, rzucając się na plecy dziewczyny. Co prawda nie znała go nawet z widzenia, ale rozbawił ją swoją otwartością na innych. Był zupełnie taki sam w tej kwestii, jak Niall. - David Brown - przedstawił się, wyciągając rękę w kierunku dziewczyny. 
- Joanna Hill, ale wystarczy Jo - zaśmiała się, odwzajemniając uścisk. Odsunęła się krok do tyłu, krzyżując ręce i rozglądając się dookoła w poszukiwaniu przyjaciela. - Horan w której gra drużynie? - zapytała, marszcząc brwi. 
- Specjalnie dla ciebie w przeciwnej - zaśmiał się Harry, podchodząc do niej i przerzucając jej ramię za szyję. 
- Dobra panowie, bo nie starczy nam lekcji - nauczyciel zaklaskał kilkukrotnie w dłonie, kiedy jego wzrok zatrzymał się na szatynce, patrzącej na niego z rozbawieniem. - I oczywiście panią również zapraszam - zaśmiał się, na co dziewczyna odwróciła się do niego plecami, żeby nie widział jak przewróciła oczami.
             Jo ustawiła się w środku pola i poczekała, aż wuefista położy piłkę pomiędzy nią a jakimś chłopakiem z przeciwnej drużyny. Zmrużyła oczy, kiedy mężczyzna zagwizdał, tym samym rozpoczynając grę. Natychmiast kopnęła piłkę i zaczęła prowadzić ją w kierunku bramki przeciwnej drużyny. Widząc dwóch chłopaków, biegnących prosto na nią, oddała piłkę do Davida, który natychmiast odebrał i zaczął biec dokładnie tam, gdzie przed chwilą szatynka. Już miał strzelać, ale jakiś ciemnowłosy chłopak w ostatnim momencie odebrał mu piłkę. Jo zaklęła pod nosem, natychmiast biegnąc w tamtym kierunku i jednym wślizgiem odebrała futbolówkę przeciwnikowi, od razu podnosząc się z murawy i oddając strzał. Przygryzła dolną wargę i z uśmiechem obserwowała, jak piłka wpada prosto do siatki. Nie musiała długo czekać, a na jej plecach uwiesił się David. Śmiejąc się głośno upadła na trawę razem z chłopakiem.
- A nie mówiłem! - usłyszała krzyk Horan 'a, kierowany prosto do wszystkich chłopaków, którzy aktualnie przyglądali jej się ze zdziwieniem i podziwem jednocześnie. 
- Gramy dalej! - krzyknął nauczyciel, klaszcząc kilkukrotnie w dłonie. 
            Wszyscy jak na zawołanie podnieśli się z trawy i poczekali, aż bramkarz wznowi grę. Joanna nie mogła się powstrzymać i spojrzała przez chwilę na nauczyciela, od razu odwracając wzrok, kiedy zauważyła, że on również się jej przygląda. Wolnym truchtem podbiegła do tej części boiska, gdzie akurat rozgrywała się cała akcja. Musi skupić się na grze, żeby pokazać tym wszystkim chłopakom, że jest na tyle dobra, żeby grać z nimi nie tylko teraz, ale również w przyszłości. Własnie prowadziła piłkę, kiedy ktoś z przeciwnej drużyny podciął jej nogi. Pisnęła cicho, upadając prosto na kolana. W ostatnim momencie zdążyła podeprzeć się rękami, żeby nie szorować twarzą po trawie. Odepchnęła się, podnosząc i otrzepując nogi. Poczuła, jak ktoś klepie ją po ramieniu, więc od razu odwróciła się w jego kierunku.
- Niechcący - szatyn uśmiechnął się niewinnie, wystawiając w jej kierunku rękę. Zaśmiała się, przybijając sztamę na zgodę i z lekkim grymasem na twarzy podbiegła do pierwszego lepszego chłopaka ze swojej drużyny, żeby zobaczyć, jak David wykonuje rzut wolny.
             Mecz zakończył się zwycięstwem Jo i chłopaków. Już chciała schodzić z boiska, ale blondyn w ostatnim momencie złapał ja za nadgarstek i pociągnął w kierunku skaczących ze szczęścia chłopaków. Wzruszyła ramionami, ale zaczęła robić dokładnie to samo, co oni. Przecież nie miała nic do stracenia, a dobrej zabawy nigdy zbyt wiele. 
- To teraz mi powiedzcie, o co chodzi, skoro to był tylko zwykły mecz na lekcji wf 'u - zaśmiała się, patrząc na brązowowłosego Allana, którego imię poznała przed chwilą. 
- Powiedzmy, że wczoraj mieliśmy małą imprezę powitalną i nie było chętnych do sprzątania dwóch piętr, więc z naszej grupy, to oni podejmą się tego zaszczytnego zadania - wytłumaczył krótko, pchając drzwi i wpuszczając szatynkę, jako pierwszą do szatni. Podziękowała mu uśmiechem, wchodząc do środka i bez słowa udała się do dziewczęcej części.
- Byłaś niesamowita! - pisnęła Sam, wpadając do pomieszczenia i zajmując miejsce zaraz obok Hill. Dziewiętnastolatka zaśmiała się cicho, zdejmując z siebie spodenki. Na jej twarzy pojawił się grymas, kiedy materiał dotknął poranionych kolan. - Ale to nie wygląda zbyt dobrze.
- Nic mi nie będzie, tylko darłam skórę - wzruszyła ramionami, wyjmując wodę i chusteczki z plecaka. - Będzie piekło - mruknęła do siebie, nasączając jedną chustkę i dotykając ran. 
- Wiesz, że większość dziewczyn z grupy chce cie zabić? - wypaliła nagle McColl, pochylając się do przodu i opierając ramiona na kolanach, a brodę na dłoniach. Szatynka popatrzyła na nią, podnosząc wysoko jedna brew. Jak na razie były tylko we dwie, ponieważ reszta kończyła "mecz" siatkówki. 
- Bo? - spytała, kończąc czyścić swoje kolana. 
- A jak myślisz? - zaśmiała się blondynka, patrząc prosto na znajomą. Ta tylko wzruszyła ramionami, wyjmując plastry z plecaka i zaklejając rany, żeby mogła w końcu ubrać na siebie spodnie. - Przecież grałaś własnie z chłopakami na wfie i zwróciłaś na siebie ich uwagę tym, jaka jesteś zajebista! Zazdrość zżerała je od środka - zakpiła, prostując się, kiedy tylko do szatni zaczęły wchodzić ślamazarnym krokiem dziewczyny.
           Nie odzywały się do siebie w czasie, kiedy szatynka przebierała się w swoje ubrania. Kiedy tylko skończyła, od razu wyszły na zewnątrz i skierowały się na obiad. Część drogi przemierzyły w zupełnej ciszy, każda pogrążona w swoich przemyśleniach. 
- Będą chciały się z tobą zakolegować, żebyś zapoznała je z chłopakami - ciszę przerwała Samantha, gdy weszły do stołówki, a kilku osobników płci przeciwnej zaczęło machać energicznie w kierunku szatynki, wskazując na to, że zajęli jej miejsce przy swoim stoliku. 
- To mają problem, bo jesteś jedyną dziewczyną, z którą jestem w stanie się dogadać - brązowowłosa złapała dłoń swojej towarzyszki, kiedy ta chciała odejść w przeciwnym kierunku i pociągnęła ja za sobą. 
- Czy mam uznać to za zaszczyt? - zażartowała, nie protestując.
- Oczywiście - powiedziała z grobową miną Hill, po kilku sekundach nie wytrzymując i wybuchając głośnym śmiechem. 
         Harry, zauważając że Jo idzie do nich razem ze swoja koleżanką natychmiast zabrał od jednego stolika krzesło i dostawił je do ich, uśmiechając się szeroko w kierunku blondynki. Ta odwzajemniła uśmiech, zajmując miejsce obok niego. Jo natomiast usiadła pomiędzy Niall 'em a uroczym brunetem. Czuła, że w tej szkole nie będzie aż tak źle, jak jej się na początku wydawało.

______________________________

Słów kilka od Evansika.
No heej. Teoretycznie wczoraj minęło dwa tygodnie od dodania poprzedniego rozdziału, ale ja miałam komers, a Evi dopadła zła choroba nazwana brakiem weny, więc chyba się nie obrazicie ;c
Dziękujemy za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem i prosimy o kolejne pod tym. ;)
Aa ... I jeżeli ktoś chce być informowanym o rozdziałach na TT, to podaje swojego w komentarzu pod ostatnim postem - będzie to znak dla mnie, że czeka na kolejny rozdział xD
Pozdrawiam i życzę dobrej nocy,
Jes.
Lydia Land of Grafic